
Elektryczny SUV tej marki gości na rynku od blisko dekady. Jego cena, przekraczająca 500 000 złotych, od początku plasuje go w segmencie premium. Auto budzi skrajne emocje – jednych fascynuje, innych pozostawia sceptycznych.
Pojazd ten jest swoistym papiorkiem lakmusowym marki. Z jednej strony to genialny przykład elektrycznej mobilności z imponującymi osiągami. Z drugiej, jego kontrowersyjne rozwiązania, jak słynne drzwi Falcon czy minimalistyczne wnętrze, wciąż wywołują żywe dyskusje.
W tym artykule przyglądamy się doświadczeniom prawdziwych użytkowników. Przeanalizujemy, jak ten wielki, rodzinny samochód sprawdza się w codziennej eksploatacji na polskich drogach. Omówimy zarówno jego mocne strony, jak i te elementy, które budzą wątpliwości.
Spis Treści
ToggleDesign pojazdu stanowi jeden z najbardziej kontrowersyjnych aspektów całej konstrukcji. Masywna, pięciometrowa bryła sprawia wrażenie bardzo ciężkiej. Brakuje jej lekkości i proporcji znanych z europejskich konkurentów.
Najbardziej rzucającym się w oczy elementem są słynne drzwi typu Falcon. Podnoszą się one do góry, łamiąc na drugim zawiasie. Mają robić ogromne wrażenie, ale w praktyce sprawiają kłopoty.
Ich otwieranie trwa długo. Czujniki często „boją się” otoczenia, nawet gdy miejsca jest dużo. To frustrujące na ciasnych parkingach. Konstrukcja eliminuje też kieszenie w drzwiach.
Podczas deszczu woda zebrana na skrzydłach częściowo wpada do kabiny. Spasowanie po zamknięciu również bywa niedoskonałe.
Wnętrze utrzymane jest w duchu minimalizmu. Większość funkcji sterowana jest z centralnego ekranu. Dla jednych to szczyt nowoczesności, dla innych – brak intuicyjności.
Jakość wykończenia jest lepsza, niż wielu się spodziewa. Do ideału wciąż jednak trochę brakuje. Z przodu uwagę przykuwa ogromna, sięgająca dachu szyba.
Zapewnia fantastyczny widok, ale brak rolet bywa uciążliwy w słoneczne dni. Schowki w tunelu środkowym są przemyślane, oferują ładowanie indukcyjne. Niestety, schowek przed pasażerem jest mały i samoczynnie się otwiera na wybojach.
| Element | Zalety | Wady |
|---|---|---|
| Drzwi Falcon | Unikatowy wygląd, efekt „wow”, wygoda wsiadania | Długi czas otwierania, problemy z czujnikami, brak kieszeni, nieszczelność |
| Minimalistyczne wnętrze | Nowoczesny, nieprzeładowany design, przestronne wrażenie | Sterowanie wszystkimi funkcjami przez ekran, brak fizycznych przycisków |
| Szyba panoramiczną z przodu | Doskonale doświetla kabinę, zapewnia niesamowity widok | Brak rolet przeciwsłonecznych, przegrzewanie wnętrza latem |
Wydajność tego elektrycznego SUV-a to obszar, w którym konstrukcja naprawdę błyszczy. Zarówno wersja podstawowa, jak i topowy wariant oferują parametry, które pozostawiają konkurencję w tyle.
Wersja Long Range z baterią 100 kWh zapewnia abstrakcyjnie dobre osiągi jak na rodzinny SUV. Przyspieszenie do 100 km/h w 3,9 sekundy i prędkość maksymalna 250 km/h robią wrażenie.
Tryb Insane faktycznie wprasowuje pasażerów w fotele, wykorzystując pełną moc 670 KM. Dla poszukujących ekstremalnych wrażeń, wariant Plaid oferuje jeszcze więcej.
Trzy silniki elektryczne generują łącznie 1020 KM, pozwalając na przyspieszenie poniżej 3 sekund. Tryb Dragster i ćwiartka mili w 9,9 sekundy to wyniki godne supersamochodów.
Efektywność energetyczna jest równie imponująca. W mieście zużycie energii utrzymuje się na poziomie 22-24 kWh/100 km.
W trasie zasięg prezentuje się znakomicie – przy 130 km/h to około 400 km, a przy 120 km/h przekracza 400 kilometrów. Leniwa jazda pozwala osiągnąć ponad 500 km na jednym ładowaniu.
Rekuperacja działa tak sprawnie, że hamulec potrzebny jest tylko okazjonalnie. Ładowanie AC osiąga 16,5 kW, a na Superchargerach DC moc sięga nawet 250 kW.
Doświadczenia kierowców z codziennym użytkowaniem tego auta tworzą niezwykle barwny obraz. Po tygodniu jazdy trudno znaleźć bardziej fascynujący i jednocześnie frustrujący samochód.
Przyzwyczajenie się do uproszczonego układu sterowania następuje szybciej, niż się spodziewasz. Wycieraczki uruchamiane przyciskiem z regulacją częstotliwości pokrętłem działają intuicyjnie i zasługują na wysoką ocenę.
Jedynym naprawdę nieudanym uproszczeniem są kierunkowskazy. Gdy na rondzie kierownica jest obrócona, skupienie się na przyciskach bywa denerwujące.

Wrażenia z prowadzenia są typowo amerykańskie. To komfortowy rodzinny pojazd z rakietowym przyspieszeniem, a nie sportowy samochód.
W Europie system ten jest ograniczony przez przepisy. Pełni rolę adaptacyjnego tempomatu z asystentem pasa ruchu, co może rozczarować.
Największym problemem jest sposób jego dezaktywacji. Następuje gwałtownie, z szarpnięciem, wyłączając również tempomat. To podejście „wszystko albo nic” jest mało płynne.
Po wielokrotnych interwencjach kierowcy, auto może zablokować system do końca podróży. Ostatecznie, to przeciętnie działający asystent.
Kwestie praktyczności i komfortu wewnątrz kabiny budzą wiele emocji wśród użytkowników. Przestrzeń z przodu nie budzi zastrzeżeń co do ilości miejsca, jednak krótkie siedziska mogą być problematyczne dla wyższych osób.

Drugi rząd to najbardziej kontrowersyjny element. Teoretycznie trzy miejsca, ale skrajne fotele są dosłownie przyklejone do drzwi. Brak centralnego podłokietnika sprawia, że siedzenie wydaje się mało komfortowe.
Miejsca na nogi w drugim rzędzie są wystarczające. Tylni pasażerowie mają dostęp do ekranu z klimatyzacją i rozrywką, choć jego obsługa bywa wymagająca.
W wersji 6-osobowej solowe fotele mają pełną regulację, co ułatwia montaż fotelików. Niestety, dorosłym brakuje podłokietników – podczas długiej podróży nie wiadomo co zrobić z ręką.
Bagażnik w wersji 5-osobowej jest imponująco duży – od 1050 do 2314 litrów. Pod podłogą znajdują się ogromne schowki mieszczące dwa spore plecaki.
Dodatkowym atutem jest frunk o pojemności 183 litrów, miękko wyściełany. Ratuje sytuację gdy trzeci rząd ogranicza przestrzeń z tyłu.
Największym problemem jest brak przegrody oddzielającej bagażnik od kabiny. Po złożeniu trzeciego rzędu zyskujemy 935 litrów, ale mniejsze przedmioty lecą między fotele przy hamowaniu.
Systemy technologiczne w tym samochodzie stanowią jego największy atut, łącząc zaawansowane rozwiązania z przyjazną obsługą. To właśnie tutaj widać prawdziwą przewagę nad konkurencją.
Autorski system marki działa niezwykle sprawnie. Po krótkim czasie nauki staje się intuicyjny w obsłudze. Większość funkcji sterujemy prostymi gestami.
Menu klimatyzacji wysuwa się gestem do góry. Kierunek nawiewu ustawiamy przesuwając palcem po ekranie. To rewolucyjne podejście do sterowania w samochodach.
Unikalną cechą jest ekran ustawiany w trzech pozycjach. Może być skierowany do kierowcy, pasażera lub na wprost. Takie rozwiązanie znajdziemy tylko w topowych modelach.
Adaptacyjna rekuperacja działa perfekcyjnie. Umożliwia jazdę jednym pedałem hamulca. System doskonale widzi otoczenie i płynnie dostosowuje prędkość.
Asystent pasa ruchu sprawnie utrzymuje tor jazdy. Choć w Europie jego możliwości są ograniczone, to i tak stanowi wartościowe wsparcie podczas długich podróży.
Interfejs pokazuje genialne podejście do UX. Wszystkie elementy są duże i czytelne. To sposób na sterowanie, który zawstydza wielu europejskich producentów samochodów.
Ostateczna ocena tego pojazdu wymaga spojrzenia na jego kluczowe wady i zalety w codziennym użytkowaniu. Jeśli chodzi o temat wartości, trzeba jasno określić oczekiwania wobec samochodu.
Największym problemem w codziennej eksploatacji jest zawieszenie. Mimo pneumatycznej konstrukcji z regulacją, amortyzacja pozostawia wiele do życzenia. Samochód „tłucze” na nierównościach, co przypomina niedopracowane rozwiązania.
Układ kierowniczy sprawia wrażenie odciętego od kół. Choć opór jest przyzwoity, całość przypomina grę komputerową. To irytujące w pojeździe za ponad pół miliona złotych.
Podstawowa cena zaczyna się od 484 990 zł, ale konfiguracja szybko winduje kwotę. Testowy egzemplarz kosztował 556 025 zł. To nieco mniej niż Mercedes EQE 350 SUV z ubiegłego roku.
Jeśli chodzi o wybór elektryka, ten samochód wygrywa mimo gorszego wykonania. Wydajność ma kluczowe znaczenie – wersja Plaid z 1020 KM to rodzinny autobus z rakietowym przyspieszeniem.
Hype wokół marki to marzenie konkurentów. Choć jakość nie imponuje, dla współczesnych odbiorców liczy się „jak”, nie idealne spasowanie. To tłumaczy sukces tych modeli na rynku.
Finalna ocena tego amerykańskiego elektryka wymaga zrozumienia jego filozofii projektowej. Pojazd ten to mieszanka genialnych rozwiązań i kontrowersyjnych kompromisów.
Jeśli priorytetem są osiągi i efektywność, ten samochód nie ma sobie równych. Zasięg przekraczający 500 km i kosmiczne przyspieszenie to argumenty nie do podważenia. System multimedialny zachwyca intuicyjnością.
Jednak tradycyjny komfort jazdy i precyzyjne wykonanie pozostawiają wiele do życzenia. Zawieszenie oraz nietypowe rozwiązania jak drzwi Falcon mogą irytować.
Ostateczny wybór zależy od oczekiwań. To inwestycja w nową filozofię motoryzacji, a nie klasyczny premium SUV. Dla jednych będzie to zaleta, dla innych wada.
